Aktorka nie ukrywa, że tuż po zakończeniu poprzedniej edycji „Tańca z gwiazdami” miała mieszane uczucia. Z jednej strony żałowała, że ta przygoda już się skończyła, a z drugiej strony naszły ją wątpliwości, czy dobrze zrobiła, angażując się w ten projekt i wkładając w niego tyle wysiłku. Teraz patrząc na wszystko z perspektywy kilku miesięcy, Wiktoria Gorodecka jest wdzięczna za to doświadczenie zawodowe, bo taniec stał się jej wielką pasją.
– „Taniec z gwiazdami” dużo lepiej wspominam z perspektywy czasu niż tuż po zakończeniu mojej edycji, bo wtedy czułam ogromną pustkę. W pierwszą niedzielę bez programu czułam się jak w żałobie. Przez dwa miesiące ciągle jechałam na dopaminie, po prostu rano wstawałam, jechałam na treningi i ćwiczyłam kolejne układy, a gdy już przestała ona być dostarczana do mózgu, to wydawało mi się, że w moim życiu nic się nie dzieje i że codzienność nie jest ciekawa – mówi Wiktoria Gorodecka.
By w jakiś sposób wypełnić tę pustkę, aktorka postanowiła kontynuować swoją przygodę z tańcem. Kiedy tylko pozwala jej na to czas, pędzi na parkiet.
– Jestem przeszczęśliwa, że byłam w tym programie i mam świadomość, jak dużo umiejętności zdobyłam w ciągu tych dwóch miesięcy. Tańczę więc dalej, bo nie wyobrażam sobie życia bez tańca. Jak tylko przez jeden dzień nie mam zajęć, to już źle się czuję, mam wrażenie, że moje ciało drętwieje, a mięśnie się nie rozwijają. Pokochałam ten ból mięśni, który towarzyszył mi codziennie od rana w „Tańcu z gwiazdami”, i teraz jak mnie nic nie boli, to mam takie: „Ojej, nic się nie rozwija, nie idę do przodu”, więc to jest wspaniałe – mówi.
Wiktoria Gorodecka nie chce zdradzić, która choreografia przygotowywana na potrzeby programu sprawiła jej najwięcej trudności, a do której podeszła zupełnie na luzie. Na sali treningowej starała się dać z siebie wszystko, by jak najlepiej wypaść podczas niedzielnego występu. Im wyższy był poziom trudności, tym większe wyzwanie i większa satysfakcja z efektów.
– Każdy odbiera to indywidualnie, bo zależy od tego, na jaki wysiłek jesteśmy przygotowani, jak bardzo jesteśmy wobec siebie wymagający i też na ile możemy przekraczać swoje granice. Wydaje mi się jednak, że każdy uczestnik daje z siebie wszystko, a później po programie trzeba przeżyć ten odwyk – mówi.
Choć jurorzy „Tańca z gwiazdami” nie szczędzili jej pochwał i niemal od samego początku typowali na zwyciężczynię tego programu, to jednak część widzów jej nie polubiła. Brak sympatii przełożył się na liczbę głosów i wraz z Kamilem Kuroczko zajęli trzecie miejsce. Kryształową Kulę zdobyli: Mikołaj „Bagi” Bagiński i Magdalena Tarnowska, a na drugiej pozycji uplasowali się Maurycy Popiel i Sara Janicka.
– Dzisiaj się jest faworytem, jutro się nie jest, więc to są rzeczy ulotne. Tamten program przeszedł już do historii, teraz jest nowy, są nowe gwiazdy, znowu jest bańka rozdmuchana i znowu ludzie to przeżywają, bo potrzebne są kolejne emocje. Ale nie ukrywam, że bardzo miłe jest to, że do tej pory często spotykam ludzi, którzy mówią, że oglądali, kibicowali i było wspaniale. I mam takie „och”. Bo gdy tylko program się skończył, to myślałam, po co mi to wszystko było, chyba nie było sensu, żeby tak się poświęcać, ale teraz już zupełnie inaczej na to patrzę – podsumowuje Wiktoria Gorodecka.
Źródło: https://lifestyle.newseria.pl/wszystkie-newsy/wiktoria-gorodecka-po,p898094853



